Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/cotidiana.to-potrzeba.lebork.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
dziecka. Poród nie należał do łatwych, ale zarówno Angie,

wina niekorzystnej gry światła. Dlaczego miałby być zrozpaczony?

dziecka. Poród nie należał do łatwych, ale zarówno Angie,

- Powinienem był się wcześniej domyślić, przynajmniej to jest oczywiste - odparł ponuro. - Chodźmy, koń czeka na zewnątrz.
że się zakochała, a to było tylko...
najwyraźniej nie mógł znieść jej obecności!
Czy aby mówi szczerze, zastanawiał się przełykając tamującą mu oddech ślinę.
nią, jak jadła, patrzył na brodawki widoczne przez bluzkę. - Pamiętasz? - zapytał.
- Kiedy my wcale nie idziemy do miejskiej pływalni. -
roku w grudniu moŜe skończyć studia.
- Naprawdę?
Zamarł w bezruchu. Zakradły się do jej sypialni? Szperały
- Tak, wiem o tym - odparła dziewczyna. Co innego mogła powiedzieć?
Nie dając mu szansy na wypowiedź, wyszła z pokoju.
się iść z Eriką do lekarza. Nie chciał siedzieć w poczekalni razem z tymi wszystkimi
- Nie bądź niemądra, dziewczyno, młody Baldock! - Po¬prawił strzelbę na ramieniu.
A jeżeli sklepikarz i Śnieżynka to dwie różne osoby? Oznaczałoby to, że prawdziwy zabójca nadal jest na wolności.

Kiedyś był to modny lokal, hołd czasom westernu.

jesteś tuż obok, a ja nie potrafię cię odnaleźć.
– Może.
Bentz sobie przypominał, suką z piekła rodem. Piękna. Bystra. Łowczyni. Dzieliły z Jennifer
także zdjęcia, listę znajomych Jennifer, numery rejestracyjne, adresy, numery telefonów.
Z budynku została tylko skorupa z poobijanym tynkiem. Minął stertę gruzu, zajrzał w
– Nie wiem, ale chyba tak.
A jeśli przez telefon kłamał, a w rzeczywistości jest już w drodze do domu, jak wtedy?
pełne, oczy zielone – ich odcień zdawał się fascynować mężczyzn. Niewłaściwych mężczyzn,
– Teraz? – Spojrzała na niego, jakby postradał zmysły, otworzyła szufladę, wyjęła
poczuciem, że wie niewiele więcej niż wczoraj.
O, nie. Przerażona do granic obłędu O1ivia krzyczała i szarpała za pręty, ale jej dłonie
idę o zakład, że to ta sama osoba.
Przeklinając własną głupotę, szedł za nią. Wiedział, że ona się oddala, ale na plaży to
Amanda zmarszczyła brwi. - Nie wiem. Znajomi, sąsiedzi, robotnicy. Był ktoś naprawić klimatyzację, przyszedł kominiarz, żeby przeczyścić przewody kominowe... - Czy ktoś z nich zaglądał do garażu, w którym stał pani triumph? - Chyba tak. Ale naprawdę nie wiem. Reed powiedział: - Dobrze by było, gdyby sporządziła pani spis miejsc, w których stał samochód, i spis osób, które miały dostęp do pani garażu przez ostatnie dwa i pół tygodnia. Chciałbym też zobaczyć kopie ostatnich dwóch faktur z warsztatu, nawet jeśli była tam pani tylko wymienić olej. - Załatwione. - Świetnie. - Reed i Morrisette zadawali kolejne pytania, a Amanda przedstawiła dokładny przebieg wypadku. Podała też nazwiska osób, które regularnie u niej bywają - ogrodnicy, pokojówka i sąsiad, który ma klucze - i obiecała, że dostarczy im pozostałe informacje. Nie była jednak zadowolona. - Na waszym miejscu sprawdziłabym tę Cricket Biscayne. - To ona wezwała pomoc. - Podobno tak. Ale wiecie już, że nasze rodziny się nie lubią? - Z tego co słyszałem, jesteście jedną wielką rodziną. Amanda najeżyła się. - Ja tak nie uważam. Moim zdaniem to dziwny zbieg okoliczności, że właśnie Cricket widziała, jak tracę panowanie nad samochodem. Biscayne’owie to biała hołota i nic mnie nie obchodzi, że nie powinno się tak mówić, bo to niepoprawne politycznie! Nic mnie nie obchodzi, że mój dziadek dokazywał z jej babką. To hołota, wyciągają łapy po zasiłek. I nie przypadkiem Cricket za mną jechała. Na zakończenie Amanda zostawiła swoją wizytówkę z telefonem do domu i do pracy. - Może pan dzwonić pod dowolny numer - powiedziała, a Reed wyłączył magnetofon. Amanda zarzuciła torebkę na ramię. - Przefaksuję te faktury razem z listą osób, które u mnie pracują lub które były u mnie w domu i widziały samochód. Dostanie pan też ich adresy i numery telefonów. - Będę czekał - zapewnił Reed. Ta kobieta była niesamowicie zorganizowana. - Świetnie. - Ruszyła do drzwi, ale zawahała się przez moment. - Dziękuję - dodała jakby po namyśle, opuściła pokój i przeszła przez hol. - Dzięki niej słowo „suka” nabiera nowego znaczenia - zauważyła Morrisette, nie dbając o to, czy Amanda ją usłyszy. - Jezu, przecież ona wlazła nam na głowę. - Morrisette patrzyła przez otwarte drzwi. - Przez nią omal nie przeszłam do obozu wroga. Reed uniósł brwi. - No, słowo, zastanawiam się, czy nie przyłączyć się do drużyny przeciwnej. Facet, który próbuje jej się pozbyć, musi być w moim typie. - Facet albo kobieta - pomyślał na głos. - Odwiedziła ją jej siostra. - Zaraz, moment. Wiem, do czego zmierzasz. Myślisz, że Caitlyn wczołgała się pod triumpha i przecięła przewody? Oszalałeś? Widziałeś kiedy taki samochód? Nadwozie jest kilka centymetrów nad ziemią, a nie sądzę, żeby pani Bandeaux znała się na mechanice. Ten, kto to zrobił, musiał się znać. Nie, Reed, tym razem pudło. Wcale nie był przekonany.
– Powiedziała, że go podejrzewała, tego Alana, że inwestował nie tylko w nieruchomości.

©2019 cotidiana.to-potrzeba.lebork.pl - Split Template by One Page Love